Pozwolenie na ścięcie drzewa

Ścięte drzewo

W naszym wspaniałym polskim prawie istnieje coś takiego jak konieczność uzyskania pozwolenia na wycięcie drzewa. Nawet tego rosnącego na własnej ziemi. Nawet tego zasadzonego własnymi rękami. Trzeba iść do urzędu gminy, poprosić o pozwolenie, potem urzędnik łaskawie się zjawia (albo i nie, często nie mają na benzynę), a potem pozostaje tylko czekać na jego decyzję.

Absurd. Czysty absurd. Dlaczego? Bo prawo nie chroni tutaj żadnych pomników przyrody czy okazów specjalnie rzadkich albo chronionych (te słusznie są po ochroną, ale określone to jest innymi przepisami). Prawo ”chroni” wszystko, nawet najzwyklejsze samosiejki.  Trzeba się starać o pozwolenie każdego drzewa, które rośnie ponad 10 lat i nie jest drzewem owocowym. Owocowe, jak widać, są gorsze i ciąć można do woli.

I w ten właśnie sposób rośnie nam armia urzędników, którzy zajmują się głupotami. Niby można o pozwolenie nie występować i wycinać „na czarno” (własne drzewo! na własnej ziemi!), ale kary za to są tak wysokie, że naprawdę nie warto.

Żeby jeszcze te przepisy faktycznie chroniły przyrodę i były w stanie ocalić jakieś drzewa. Ale gdzie tam! Ludzie, mając świadomość, że nie mogą ściąć swojego drzewa, po prostu nie będą nic sadzili! Ewentualnie jakieś krzaczki. Bo po co potem mieć kłopot? W rezultacie, przez idiotyczne prawo mamy mniej zieleni. Absurd!

Przy tym wszystkim, pozostawiono luki w prawie, które pozwalały jeszcze jakiś czas temu (nie wiem, jak jest obecnie) wycinać właściwie wszystkie w tzw. pasie drogowym. Decydować o tym mogli sami drogowcy. W rezultacie w barbarzyński sposób powycinano rewelacyjne, zabytkowe aleje z wspaniałych, majestatycznych drzew. Ktoś wziął kasę za wycinkę, ktoś porąbał to drewno i sprzedał na opał…

Ech… jak tak dalej pójdzie, będzie trzeba w urzędzie gminy prosić o pozwolenie na obcięcie paznokci…

Related Post